ANDRZEJKOWY DZIEŃ CHŁOPAKA

Stary Browar w Poznaniu jest jednym z najczęściej  odwiedzanych obiektów w tym mieście, zarówno przez wycieczki szkolne,  żądnych zakupów klientów  jak i fanów kina. 

Taki wyjazd z okazji Dnia Chłopaka zaproponowały nam nasze koleżanki       z klasy. Z różnych względów  organizacyjnych długo nie dochodził do skutku, wreszcie  wybraliśmy się tam dopiero … w wigilię  Andrzejek. 

Bez specjalnego entuzjazmu, w powiewach mroźnego wiatru,  udaliśmy się na Stary Rynek, aby najpierw zebrać i przygotować  materiały do prac  i referatów, a następnie obejrzeć nowości filmowe,  oferowane nam przez Multikino w Starym  Browarze. 

Z ulgą weszliśmy z tarasu widokowego do ciepłych pomieszczeń Muzeum Sztuk Użytkowych i to był początek miłego zaskoczenia. Niezbyt zorientowani, co oferuje nam ten obiekt, przenieśliśmy się  w czasie do wnętrz rodem z   odległej przeszłości. Co innego widzieć je na filmie, co innego  poczuć się tak, jakby były elementem wystroju naszego domu. Przeszliśmy przez wnętrza średniowieczne, pełne  rynsztunku bojowego, renesansowe  komnaty zamożnych mieszczan,  wreszcie zasiadaliśmy do stołu obok odzianego w żupan, przepasanego pasem słuckim sarmaty, za którym wisiały tureckie  karabele, ostre rapiery oraz broń palna: garłacze, guldynki,  a także tak egzotyczna  jak karabiny z  okolic Indii czy z Afryki.  Każdy element wystawy można  dodatkowo obejrzeć na interaktywnych ekranach poszerzających naszą wiedzę , toteż  Muzeum wciągnęło nas nie tylko w przeszłość;  zapomnieliśmy  też o upływającym czasie  

Naprzeciwko muzeum,  przy ulicy Franciszkańskiej,  stoi ukryty w szeregu  budowli niepozorny budynek, zdobiony pilastrami i gzymsami, jak wiele sąsiednich. To tam mieliśmy szukać materiałów dotyczących sztuki baroku.    Pan Szydełko pewnie myśli , że zostaniemy historykami sztuki…  A tu tymczasem – barokowy kontrast – wnętrze kościoła zapiera dech w piersiach. Uważnie i świadomie  oglądaliśmy i fotografowaliśmy każdy element  stanowiący ozdobę  świątyni, która okazała się  barokową perłą miasta. Trzeba przyznać, że na naszych terenach znajduje się wiele dawniej protestanckich kościołów,  ale żaden z nich nawet w najmniejszym stopniu nie  dorównuje przepychem  zwiedzanemu  przez nas obiektowi. 

Co ciekawe, tym razem opiekun wycieczki poganiał nas, sugerując,             że spóźnimy się na film. Nie podejrzewaliśmy siebie o to, że jesteśmy takimi pasjonatami sztuki. Bardzo chcielibyśmy też wejść Muzeum Powstania Wielkopolskiego, ale alejki przed obiektem stały się dla nas wyraźnym znakiem, że musimy to uczynić przy kolejnej okazji. Tym razem zatrzymaliśmy się                 na chwilę  przed niepozornym  budynkiem z plakatem z Rodziny Addamsów.           To Teatr Muzyczny w Poznaniu. Pan Szydełko zabronił nam tam wchodzić, ponieważ to obiekt  dla ludzi inteligentnych i wrażliwych. Zrozumieliśmy żart, weszliśmy do wnętrza i zdziwienie nasze nie miało granic, gdy okazało się ,      że widzowie  zamawiają bilety już na styczeń, bo na  wcześniejsze terminy                 są już wyprzedane. W takiej sytuacji nawet my nabraliśmy apetytu na wizytę                w tym obiekcie.  Na razie musieliśmy się zadowolić   muzyką w filmie –                   do wyboru mieliśmy Bohemian rapsody  i Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda. Co ciekawe, fani tego ostatniego  stwierdzili, że  ich największą ich  uwagę  przyciągnęło Muzeum Sztuk Użytkowych. No cóż, może naprawdę  zostaniemy historykami sztuki … A wszystko to  będziemy zawdzięczać naszym koleżankom, którym niniejszym bardzo dziękujemy !